Wielki Post w czterech smakach

Wielki Post w czterech smakach

To jest chyba najbardziej apetyczny czas w ciągu całego roku. Nic tak bowiem nie rozbudza naszego głodu, i nie wyostrza smaku, jak… post. Żyjemy w przejedzeniu, połykamy szybko bułkę, gryziemy batonika popijanego kawą z automatu i biegniemy do szkoły, pracy, dzieci. Wielki Post to czas, kiedy możemy poczuć na nowo smak życia, wszystko zależy jednak jakich przypraw użyjemy.

Pierwsza przyprawa: Nic mnie to nie obchodzi.

Kiedy jesteśmy przepracowani, mamy na głowie tysiące spraw do załatwienia i dziesiątki goniących nas terminów, łatwo opaść z sił i ukryć się w słodkiej i niewinnej ignorancji. Człowiek jest wtedy przekonany, że jego życie przynosi mu już dostatecznie dużo przykrości, żeby miał się jeszcze szarpać i podejmować jakąś pracę na Wielki Post.

Problem jest jednak w tym, że kiedy zgadzamy się na bezczynność, wówczas w istocie zgadzamy się na to, że to co jest naszym cierpieniem, dalej naszym cierpieniem pozostanie. A na domiar złego, nasze marzenia i nadzieje, mimo, że może jeszcze nas jakoś ożywiają, to dalej pozostaną tylko mglistymi nadziejami, o posmaku kwasu zgorzknienia – bo znowu bujamy w obłokach, a nie ma z tego żadnej korzyści.

Druga przyprawa: To co zwykle

Do Wielkiego Postu można łatwo się przyzwyczaić, szczególnie jeżeli człowiek co roku chce jakoś w miarę świadomie go przeżyć. Może się więc zdarzyć, że człowiek ponieważ co roku podejmuje postanowienia, że – nie będę jadł słodyczy… albo przynajmniej czekolady… w piątki, – jego Wielki Post przyniesie mu jedynie poczucie zawodu – bo znowu w zmaganiu z postanowieniem okazało się, że ma słabą wolę. Ewentualnie będzie pił kielich zwycięstwa, że oto znowu okazał się silny i wytrwał.

A tymczasem Wielki Post to nie tylko czas ćwiczenia swojej woli. To czas przygotowania na Zmartwychwstanie Jezusa. Czy nie lepiej zatem wybierać taki rodzaj pracy, który bardziej otwiera na drugiego i na Boga, niż koncentruje tylko na sobie samym?

Photo credit: Another Pint Please... via Foter.com / CC BY-NC-SA

Photo credit: Another Pint Please… via Foter.com / CC BY-NC-SA

Przyprawa trzecia: Eliminować wady

Zwykle jest tak, że często powtarzający się grzech, jest raczej wynikiem tego, że nie umiemy wypracować w sobie sposobu radzenia z daną sytuacją, niżeli, że w wolny i świadomy sposób decydujemy się odwrócić od Boga – a to jest właśnie grzech ciężki.

Taka nasza nieumiejętność powoduje, że grzech staje się naszym przyzwyczajeniem. A ponieważ jest to nasz sposób radzenia sobie z problemem, walka z grzechem staje się czymś ogromnie wyzywającym i trudnym – w jej wyniku stajemy bowiem twarzą w twarz z problemem, którego grzech miał być rozwiązaniem.

W takich sytuacjach to co trzeba robić, to szukać sposobów reagowania, które by pomogły nam dojrzale konfrontować się z życiem.  Czasami wystarczy dobrze poukładać sobie dzień, przeprogramować kalendarz, zaakceptować swoje ograniczenia i potrzeby, żeby zobaczyć, że z wadami można łatwo walczyć. Sięgamy zatem do źródła grzechu i odcinamy jego korzeń, a nie skupiamy się tylko na owocach w postaci złych uczynków.

Przyprawa czwarta: Wzmacniać cnoty

Życie chrześcijańskie to nie tylko walka z wadami – w ich miejsce powinny bowiem wyrastać cnoty – czyli przyzwyczajenia do czynienia dobra. Czy można wyrobić sobie wiarę, nadzieję i miłość? – odpowiedź brzmi: nie. Są to bowiem cnoty teologalne, a więc takie, które są wynikiem działania w nas Ducha Świętego. Im więcej w nas Boga, tym bardziej kochamy, mamy nadzieję i wierzymy. Co innego natomiast tzw. cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. Nad nimi możemy pracować do woli.

Może jest w moim życiu jakieś dobro o które warto powalczyć? Może jest jakaś relacja, która wymaga pojednania? Może jest jakieś piękno, któremu powinienem pomóc rozkwitnąć?

Photo credit: Michael Stern via Foter.com / CC BY-SA

Photo credit: Michael Stern via Foter.com / CC BY-SA

Jak to zwykle bywa pewne przyprawy, używane razem dają niesamowite efekty, inne natomiast sprawiają, że potrawa, mimo że zdatna do jedzenia, jest ciężko strawna. Od nas zależy, jaki smak będzie miało nasze życie. Czy nie o to chodziło prorokowi Joelowi, którego czytamy w Środę Popielcową: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2, 12-13)